Ostatnie Dno Przed Sukcesem

by Damian Drazek, 14 stycznia 2017

Zajebię was skurwysyny… Krzyczałem próbując walczyć z obezwładniającymi mnie policjantami, którzy momentalnie skuli mnie w kajdanki, siłą wyciągnęli z mieszkania, szarpiącego i kopiącego przewlekli po klatce schodowej i brutalnie wrzucili do suki….

… Następnego dnia rano obudziłem się z wielkim kacem, obolałą i spuchniętą od dwutygodniowego picia mordą i wielką, fioletowo czarną pizdą pod prawym okiem, powstałą w wyniku zderzenia mojej najebanej gęby z trzeźwą pięścią jednego z policjantów. Jednak zanim do moich przytępionych alkoholem zmysłów dotarła groteskowa brutalność konsekwencji wczorajszych poczynań, miałem kilkadziesiąt sekund błogiego poczucia nieświadomości, braku jakiejkolwiek wiedzy na temat nieskończonej ilości gówna, w które na własne życzenie wpakowałem się ostatniej nocy.

Piekło Nie Jest Takie Straszne Po Pierwszej Wizycie u Szatana

W 2006 roku wyszedłem z Monaru po dwunastomiesięcznym leczeniu uzależnienia od heroiny.  Ćpałem całą masę innych czarodziejskich specyfików, których lista jest tak długa jak kolejki do rejestracji w polskich przychodniach osiedlowych, jednak to dopiero sam Mr. Brown Fucking Sugar (heroina) zamienił mnie w zdegenerowanego złodzieja i typowego posrańco – pojebańca, który w wieku lat 28 zamiast budować dom, sadzić drzewo i w barze przy browarze oglądać z kolegami Ligę Mistrzów, wolał schodzić w dół równi pochyłej do samego piekła, na niechybne spotkanie w cztery oczy z diabłem, czyli samym sobą.

Jak każdy inteligentny narkoman z zasadami, miałem się za zacnego ekscentryka, jedynie eksperymentującego z odmiennymi stanami świadomości w celach samopoznania i chwilowego zapomnienia o idiotyźmie otaczającego mnie świata. Niczym Witkacy w książce “Narkotyki” dumnie reprezentowałem ćpuński margines społeczny, na widok którego w końcowej fazie eksperymentów, swój zniesmaczony wzrok odwracały wszystkie przedstawicielki płci przepięknej i w ogóle każdy, kto miał zdrowe oczy i odrobinę oleju kokosowego pod sufitem.

Tak czy owak wyjście na wolność po tak długim pobycie w zamkniętym ośrodku rehabilitacyjnym jest paradoksalnie uczuciem mocno narkotycznym. Najchętniej ćpałbym ten jebany feeling do końca życia i jedną reinkarnację dłużej, niestety jak to w prawdziwych historiach bywa, ten metafizyczny lot trwał tylko kilka dni, po czym nastąpił czas nagłego po wszystkich diabłach wytrzeźwienia i narodzin nieuzasadnionych lęków przed zderzeniem z otaczającą mnie z milionów magistrali popierdoloną rzeczywistością. Przepraszam szanownych czytelników za impertynencje, ale kurwa jego w dupę mać się nie pierdolę jeśli chodzi o wyrażanie opinii na temat tego co się obecnie w pewnych polityczno, medialno, fiuty obciągajno kręgach wyprawia na naszej przepięknej planecie. Planecie, która jest Naszą Matką i daje nam wszystko z czysto altruistycznej miłości i na której to powinien istnieć jeden wielki pierdolony rajski EDEN. Ale…

No właśnie… Z jednej  strony cieszyłem się wolnością i brakiem nałogów do nielegalnych środków zmieniających postrzeganie tej zjebanej (tak mi się wtedy wydawało) rzeczywistości, z drugiej natomiast, mimo ogromnych pokładów energii i wiary w sukces po wyjściu na wolność, tak na prawdę byłem w czarnej dupie sto lat za murzynami w stosunku do moich rówieśników i znajomych jeśli chodzi o pasowanie do wytyczonych ram i współtworzenie wzorcowych, socjalno społecznych archetypów. Wywoływało to we mnie mocno motywującą do działania, jurną jak jądra nastolatka frustrację, przeplataną myślami samobójczymi i ciągotkami do ćpania.

Frustracja – Brak Zrozumienia Mechanizmów Życia

Od pierwszego dnia podstawówki czułem się tak, jakbym po wyborze obecnej inkarnacji został przez pomyłkę podrzucony na niewłaściwą planetę i miał tu wieść inne od zaplanowanego przed moim wcieleniem życia. Jak tu sobie radzić z tak niefrasobliwym zbiegiem okoliczności? Odpowiedź znalazłem dosyć szybko, bo już w wieku nastoletnim – narkotyki.

Powracając jednak na właściwą trajektorię opisywanej przeze mnie historii, muszę wspomnieć o tym, że nie do końca zdając sobie sprawę z tego, iż z między wymiarowego punktu widzenia (powołując się na książkę Roberta Schwartz’a – „Odważne Dusze”) to ja sam, a dokładniej moja dusza, sobie to wszystko zaplanowałem. A więc to co dla mnie było nieprzewidywalnym splotem przypadkowych rykoszetów  i dziwnych zbiegów okoliczności, przypominających tor zapierdalającej przez flippery srebrnej kuli, dla mojej duszy było skrupulatną realizacją zaplanowanej wędrówki. 

Skoro Się Stało To Tak Miało Być!!

I CHUJ… Tak miało być….

Czy to znaczy, że zamieszkując zaświaty jako eteryczna forma energio świadomości istniejąca poza czasem i przestrzenią, już wtedy planowałem, że wcielając się na Planet Earth, po piętnastu latach dziwnej krzątaniny spotkam na swojej drodze Karola – kolejnego pojebańca, który dzięki zajebistemu darowi przekonywania, namówi mnie na wypróbowanie większości dragów świata, zaczynając od trawy a na heroinie kończąc? Czy to właśnie dzięki temu próbowaniu dragów moje losy potoczą się dokładnie tak jak mają się potoczyć, bo pewnego dnia po zażyciu ekstazy, wyjdę swoim eterycznym ciałem ze swojego fizycznego ciała będąc tego faktu całkowicie świadomym, co wywoła we mnie wiecznie niezaspokojoną ciekawość o prawdę i sens swojego istnienia  i  o to co się właściwie kurwa stało, że ja jestem w kuchni, a moje ciało w pokoju?  Czy ta wiecznie niezaspokojona (jak jedna z moim byłych dziewczyn) ciekawość, doprowadzi mnie do czytania dziesiątek przeróżnych książek o rozwoju osobistym i duchowym, podróżach poza ciałem i wszelakich opowieści science fiction, z wiarą i nadzieją  na odnalezienie prawdy i wytłumaczenia tego co się właściwie owego dnia stało? Obawiam się, że na te i wiele innych frapujących mnie pytań, odpowiedzi znajdę dopiero po śmierci.

Back To Reality

Powróćmy jednak do rzeczywistości ziemskiej i zajmijmy się tematem dragów. Na narkotyki  wydałem wszystkie pieniądze  jakie udało mi się zaoszczędzić pracując  na Soho w Londynie, w przedziwacznym w swojej atmosferze miejscu o ciekawie brzmiącej nazwie Maison Bertaux. Piekłem tam przepysznie chrupiące francuskie croissant’y i robiłem najlepsze serniki z truskawkami na świecie. Niestety wystarczył rok czasu palenia Królowej Narkotyków, aby przejebać wszystko, włącznie z poczuciem własnej wartości i szacunkiem do swojej osoby, co jest dużo bardziej cenne niż jakakolwiek suma pieprzonych pieniędzy. Aspekt finansowy mojego jestestwa w rzeczywistości fizycznej na tamtejszą chwilę wyglądał chujowo.  Miałem okrągłe zero złotych z siedemdziesięciu tysięcy PLN oszczędności, których jeszcze rok temu byłem szczęśliwym posiadaczem. Jebaniutkie siedemdziesiąt koła – za mało na własne mieszkanie, za dużo na fajny zegarek, w sam raz na dwanaście miesięcy wykwintnego staczania się w dół w doborowym towarzystwie londyńskich narkusów, skłotersów i zdziwaczałych hipsterów, którzy w swoim własnym, zakrzywionym od dragów mniemaniu, mieli się za śmietankę artystyczną Metropolii.

Dwa Lata Po Leczeniu

W Monarze, tak samo jak po zażyciu grzybów halucynogennych, czas leci swoim własnym torem – dwanaście miesięcy minęło dosłownie w dwadzieścia cztery sekundy. Po kilku tygodniach od wyjścia z leczenia znalazłem nędzną pracę w fabryce kotłów grzewczych w strefie ekonomicznej pod Legnicą. Było to coś na co przed ćpaniem nigdy bym się nie zgodził, przecież od dziecka czułem, że mogę zostać kim chcę, dlaczego właśnie miałbym wybrać tak chujowe życie? Jednak na tamtą chwilę miałem tylko jedną ambicję – nie ćpać. Praca mi w tym pomagała.

Obce, tępe, puste, szare, brudne, głośne i wkurwiające siedlisko ludzkiego niewolnictwa i karierowictwa, w którym liczą się jedynie wyrobione normy, posłuszne wykonywanie poleceń i piętnastominutowa przerwa na posiłek, podczas której trzeba wpierdalać szybciej niż oddychać, bo sama wędrówka do stołówki pochłania połowę przerwy….

Czy po to się urodziłem? Czy może gdzieś był jakiś błąd w matrycy istnienia, pomiędzy światem eterycznym a fizycznym i to właśnie przez ten błąd zszedłem na niewłaściwą drogę i wylądowałem w odpowiedniku któregoś z pięter Piekła Dantego? Nienawidziłem tej pracy, a jednak paradoksalnie cieszyłem się, że ją mam, wiedząc, że jest to tylko okres przejściowy i na pewno prędzej czy później coś wymyślę, a jeśli nie wymyślę, to albo wrócę do ćpania, albo się kurwa zabiję, bo nie wyobrażam sobie skręcania kotłów grzewczych w niemieckiej fabryce pod Legnicą, jako głównego filaru mojego codziennego dnia przez resztę mojej i tak już marnej egzystencji na Planecie Earth.

Iluzja Zewnętrznego Szczęścia

Znowu minął rok, po trzech sekundach kolejny, a ja swój egzystencjalny marazm dnia codziennego wzbogaciłem o samochód i dziewczynę nimfomankę, której po trzynastu orgazmach i trzech rundach  jebania dziennie ciągle było mało. Wieczorami zdarzało mi się zaspokajać ją palcami, oglądając w tym samym czasie telewizję.

Pierwsze sześć miesięcy byłem tak otumaniony faktem, że oto mam kobietę, która chce się pieprzyć jak kot w marcowaniu, dochodzi krzycząc wniebogłosy, wijąc się w spazmach rozkoszy jak umierająca od trującego spraju na owady larwa, że popierdoliłem miłość z pożądaniem. Nie oszukujmy się, laska która ma orgazm za orgazmem, stęka, jęka, cała drży i wibruje od niewyobrażalnej dla większości kobiet przyjemności, działa na faceta jak heroina na ćpuna… i tak wpadłem z jednego nałogu w drugi. BOOM!!

Po dwóch miesiącach tej piekielnie rajskiej sielanki, podczas bajkowego zachodu słońca na plaży w Kołobrzegu, otumaniony seksem, dopaminą i innymi  hormonami szczęścia, oświadczyłem się, wierząc w to, że oto znalazłem wybrankę swojego życia. Namalowałem paluchami na piachu wielkie serce, na środku którego położyłem otwartą czerwoną szkatułkę również w kształcie serca, z której połyskiwał pierścionek zaręczynowy z białego złota z małym diamentem. Wydałem na niego połowę miesięcznej wypłaty z fabryki kotłów. Powiedziała TAK i to była jedna z tych ulotnych jak ulotka chwil, kiedy gwiazdy świecą jak brylanty, niebo jest bardziej niebieskie, a Ty sam zaczynasz wierzyć, że możesz kurwa wszystko.

Latać – Skakać – Biegać – Fruwać – W Tańcu – W Ruchu – Podskakiwać

Prawie się z nią ożeniłem. Był termin, wynajęta sala i najlepszy zespół weselny w okolicy, którego wąsaty lider z wioski pod Legnicą już nawet dostał zaliczkę. Całe szczęście nie dopuścili do tego jej rodzice, którzy podsłuchiwali przez ścianę nasze stęki jęki i którzy to zarzucali nam brak miłości i opętanie seksem. Oczywiście mieli rację. Sam również miałem świadomość tego, że coś jest nie tak. W głębinach duszy czegoś mi brakowało, czułem pustkę i brak motywacji…. który to już raz? 

Na lśniącym diamenciku pierścionka zaręczynowego pojawiła się ryska zwana jebanym zwątpieniem. Zaczęło wychodzić jak bardzo Marta jest przywiązana do rodziców i jak wielką kontrolę nad nią mają. Po kolejnych kilku miesiącach, kiedy różowe okulary zaszły marazmem, mgłą i poszarzały od zwykłej codzienności, zamieniając zalety na wady, plusy na minusy, jęki rozkoszy na stęki desperacji, zauważyłem, że nic oprócz kosmicznego seksu nas nie łączy i zrozumiałem, że musimy się rozstać. Był rok 2011 i za kilkanaście miesięcy miał się skończyć świat. Mój definitywnie się skończył. W międzyczasie moja frustracja związana z egzystencją w kołchozie zwanym pracą narosła do tego stopnia, że zacząłem ją sobie olewać. Na efekty długo nie czekekałem. Pamiętam jak przyszedł majster i z powagą średniowiecznego kata wręczył mi kopertę, jakby przynosił mi ładnie zapakowany wyrok śmierci. W pierwszej chwili myślałem, że to oficjalne powiadomienie o podwyżce, o którą walczyłem od ponad roku, jednak kiedy otworzyłem kopertę i przeczytałem znajdujący się w środku liścik, na moich jajach pojawiły się gorące krople potu, a głowę wypełniły myśli samobójcze związane z kolejną życiową porażką – wyjebali mnie z kołchozu.

Przestraszyłem się jak małe dziecko, które za bardzo nabroiło i teraz tylko czeka na karę od wściekłych rodziców. Faktycznie tego dnia i przez kilka kolejnych, bałem się jak maluch. Co teraz będzie, jak przetrwam, gdzie mnie zatrudnią? Oczywiście przelatywały mi przez głowę myśli o wylocie do Londynu i kolejnym starcie od zera do milionera w światowej stolicy finansjery, mody, rozpusty i narkomanii, ale resztki intuicji podpowiadały, że to tak jakbym sam na siebie wydał wyrok ponownego wjebania się w dragi. Musiałem wymyślić coś innego. I wymyśliłem.

Mister Biznes Man

Jest to zajebiście nudny epizod tworzenia biznesu, latania po urzędach, wypełniania wniosków o dofinansowanie i wszystkich innych niuansów związanych z zakładaniem firmy, które są absolutnie żenująco mdłe na tle bohaterskiej historii o wychodzeniu z dragów i budzenia się z nieświadomości do pełni życia, jednak puenta tej krótkiej bonanzy jest taka, że dwa miesiące po tym jak mnie wyrzucili na zbity pysk ze znienawidzonej przeze mnie roboty, miałem już dobrze prosperujący sklep internetowy z wyzywająco bezpruderyjnym damskim obuwiem na wysokich obcasach. Pracowałem cztery razy mniej niż w opuszczonym przez Boga, niemieckim padole kotłów piekielnych, a zarabiałem trzy razy więcej, choć i tak dziesięć razy mniej, niż bym sobie tego życzył. Anyway świat był mój. Po raz kolejny dotarło do mnie znajome uczucie dziecięcej ekscytacji związanej z nieprzewidywalnością życia i możliwością stania się kimkolwiek kiedykolwiek. 

Wzloty i Upadki

Po co o tym piszę? Ano po to, żebyście moi kochani czytelnicy mieli świadomość tego, że to gdzie się teraz znajdujecie w swojej życiowej wędrówce przez wszechświat, wcale nie determinuje tego, gdzie będziecie jutro lub za rok. Gdyby cztery lata temu ktoś mi powiedział, że mogę mieszkać na rajskiej wyspie w domku przy plaży nie posiadając prawie żadnych oszczędności, a jedynie determinację, kreatywność, wiarę w siebie i dość oryginalny pomysł, to bym mu odparł, że łatwo się mówi, a gorzej się robi, bo kto przy zdrowych zmysłach uwierzyłby, że można tak żyć nie będąc bogaczem. Całe szczęście to właśnie cztery lata temu doświadczyłem najbardziej bolesnego upadku i degradacji społecznej w swoim życiu, po czym całkowicie zmieniłem sposób postrzegania świata, interpretowania życiowych doświadczeń i zdolności podejmowania intuicyjnych i ryzykownych decyzji, ale do tego dojdziemy za chwilę, jeszcze tylko…

Ostatnie Dno Przed Sukcesem

Zajebię was skurwysyny… Krzyczałem próbując walczyć z obezwładniającymi mnie policjantami, którzy momentalnie skuli mnie w kajdanki, siłą wyciągnęli z mieszkania, szarpiącego i kopiącego przewlekli po klatce schodowej i brutalnie wrzucili do suki….

Tak wyglądał punkt kulminacyjny dwutygodniowego cugu alkoholowego, w który wjebałem się po tym, jak przez własną głupotę i arogancję rozstałem się z kolejną dziewczyną. Celowo pomijam szczegóły tego związku, bo ten tekst to nie fragment Harlequin’a, tylko prawdziwa historia mojego życia, a nie wszyscy sobie życzą opisywania ich na blogu.. Czternaście dni codziennego picia od rana do wieczora, doprowadziły mnie do takiego stanu nieważkości, że prawie spaliłem siebie i dom. Ale po kolei.

Po tym jak przez telefon zakończyłem swój związek (tak, to ja zerwałem, a zrobiłem to ze strachu przed tym, że ONA zerwie ze mną, więc musiałem być tym pierwszym), wsiadłem w taksówkę z Legnicy do Jawora, po drodze kupiłem litrową wódkę i najebałem się jak ostatni menel spod spożywczaka jeszcze zanim dojechaliśmy do domu. I tak cała moja siła woli, motywacja, szczęście, wiara i nadzieja w dobre, trzeźwe życie popłynęły z czterdziestoma procentami przez moje poprzebijane od narkotycznych igieł żyły, po czym zamieniły się w dźwięk odbijającego się od porcelany muszli klozetowej moczu. Wszystko to o co walczyłem, po raz kolejny rozsypało się jak pierdolony domek z kart. Straciłem najważniejszą osobę w swoim życiu, a razem z nią cały sens egzystencji. Gdybym miał pod ręką heroinę, to od razu bym się naćpał. Niestety, musiałem sobie jakoś poradzić bez, dlatego alkohol stał się moim najlepszym przyjacielem, całe szczęście tylko na dwa tygodnie, w innym wypadku mógłbym tej znajomości nie przeżyć.

Kulminacja – Godzina Przed Aresztem

Ćpając herę przez rok czasu nie doprowadziłem się do takiego stanu nieważkości do jakiego doprowadziłem się przez dwa tygodnie picia wódki. Z tej perspektywy zastanawiający jest fakt legalności tego trunku. Tak czy siak, krzątając się nawalony po domu i obmyślając plan, w jaki sposób zrobić z siebie jeszcze większą ofiarę i dojebać piździe uszy po całości, wymyśliłem, że podpalę gruby wełniany koc i trochę się nim pobawię w salonie. Wystarczyła minuta aby ogień zrobił się tak duży, że ze strachu wyrzuciłem płonący koc przez okno, ale w związku z tym, że mieszkałem na poddaszu, zatrzymał się na dachu i palił się tam przez kolejne kilka minut. Po krótkiej chwili usłyszałem dźwięk syren i pomyślałem…

Chyba kurwa wywołałem wilka z lasu

Długo nie myśląc wybiegłem z domu i schowałem się w pobliskich krzakach jakieś dwieście metrów od nadchodzącej afery, położyłem się wygodnie i obserwowałem coś, co później nazwałem swoim największym DNEM.

Przyjechała straż pożarna, a chwilę później policja. W krótkim czasie pod domem pojawiła się cała chmara sąsiadów i innej maści niezidentyfikowanych gapiów. Patrzyłem na to wszystko zupełnie bez emocjonalnie,  jakby to co się tam działo, nie dotyczyło mnie tylko kogoś obcego. A może właśnie tak było i to ja byłem tym obcym….?

„Pożar” został szybko ugaszony, świadkowie powoli rozchodzili się do swoich domów, a ja cały czas leżałem w krzakach, obserwując z bezpiecznej odległości krystalizujące się przed moimi oczami konsekwencje swojej głupoty. Nastąpiła cisza, straż i policja odjechała, zadowolony ruszyłem w stronę domu, licząc na to, że jebnę wódy z gwinta i walnę się do łóżka o wszystkim zapominając… przynajmniej na kilka godzin. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy po wejściu do salonu zobaczyłem swoją byłą dziewczynę (tą z którą dwa tygodnie wcześniej zerwałem przez telefon), jej siostrę i mojego dobrego przyjaciela Mateusza. Na środku pokoju stał wielki kosz na śmieci, do którego moi niezapowiedziani goście wkładali porozbijane naczynia, połamane obrazy i inne zniszczone rzeczy, którymi w ataku szału rzucałem po ścianach  chwilę przed zabawą z ogniem. No tak, zapomniałem wspomnieć o tym, że tego samego dnia praktycznie całkiem zdemolowałem swój dom. Wdzięczność za pomoc w sprzątaniu chaty okazałem bardzo szybko, chwyciłem kosz ze śmieciami i z całej siły wyrzuciłem go przez zamknięte okno, krzycząc do nich wściekle WYPIERDALAĆ Z MOJEGO DOMU. Zadziałało.

W końcu mogłem wypić kilka łyków wódki i spokojnie położyć się spać. Jak postanowiłem tak zrobiłem, jednak moja radość nie trwała zbyt długo, bo ledwo co straciłem świadomość, a obudziły mnie dziwne dźwięki dochodzące z przedpokoju. Ktoś próbował otworzyć drzwi. Podnosząc od niechcenia powieki, zacząłem dostrzegać, że stoi nade mną dwóch policjantów, a wraz z nimi moja była. Kurwa jego pierdolona mać, tego jeszcze nie grali!!! Pomyślałem i postanowiłem się trzymać sprawdzonej przed chwilą strategii pozbywania się niechcianych gości. Wypierdalać z mojego domu!!! 

Wyskoczyłem z łóżka jak poparzony i rzuciłem się z pięściami na policjantów, niestety koordynacja i sprawność ruchowa po czternastodniowym chlaniu nie stoi na najwyższym poziomie. Szybko przyjąłem dobrego strzała na ryj i nawet nie wiedziałem kiedy, a już byłem skuty.

… Następnego dnia rano obudziłem się z wielkim kacem, obolałą i spuchniętą od dwutygodniowego picia mordą i wielką, fioletowo czarną pizdą pod prawym okiem, powstałą w wyniku zderzenia mojej najebanej gęby z trzeźwą pięścią jednego z policjantów. Ta pięść była gwoździem do trumny mojego starego JA. Upokorzyłem się do tego stopnia, że potrzebowałem ogromnej zmiany, aby się z tego otrząsnąć, a dno na które zszedłem spowodowało, że przestałem się bać jakiegokolwiek dna, bo największe dno właśnie zaliczyłem. To było ostatnie dno przed sukcesem.

Peace & Love
CDN…

PODOBAŁ CI SIĘ TEKST – SHOW SOME LOVE I PODZIEL SIĘ ZE ZNAJOMYMI NA FACEBOOK’U. PEACE & LOVE.

 ODWIEDŹ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE i SPRAWDŹ JAK OBECNIE WYGLĄDA MOJE ŻYCIE – KLIKNIJ W ZDJĘCIE PONIŻEJ.

ZAPRASZAM DO WSPIERANIA MOJEGO KANAŁU NA YOUTUBE I CAŁEGO PROJEKTU UCIECZKA DO RAJU POPRZEZ DROBNE DAROWIZNY NA MOJE POLSKIE KONTO. DZIĘKI WASZYM WPŁATOM, BĘDĘ MÓGŁ ROZWIJAĆ PROJEKT ORAZ INWESTOWAĆ W NOWY SPRZĘT DO KRĘCENIA I EDYTOWANIA FILMÓW. WIELKIE DZIĘKI.

DAMIAN DRAZEK
68 1020 3017 0000 2102 0174 2394

19 Comments


    • Reply Cancel Reply
    • Styczeń 14, 2017

    Każdy z nas potrzebuje czasem od życia kopa w dupe.Dobry tekst .Pozdrawiam

    • Dokładnie :)

  • To Ja. Autor. Sprawdzam możliwość komentowania. Peace Yo!!

    • Kinga
      Reply Cancel Reply
    • Styczeń 16, 2017

    Jest 3.25am. Nie wiem jak tu trafiłam! Ale rewelacyjny tekst! Tak trzymaj!! Trochę podobna historia do mojego byłego partnera...

    • Prospector
      Reply Cancel Reply
    • Styczeń 21, 2017

    Masz lekkie pióro, albo raczej rękę i łatwość przekazu. Doświadczyłeś sporo, zapewne więcej niż wielu dużo starszych od ciebie. Może z retrospekcji uczyniłbyś sposób na życie i stałe żródło dochodu? Bez problemów finansowych mógłbyś żyć tam naprawdę jak w raju. Myślę, że temat jest chwytliwy i nie powinieneś mieć problemów ze znalezieniem wydawcy dla swoich wspomnień i przemyśleń w obszerniejszej formie. Życzę powodzenia. Ps. Mam syna w twoim wieku, który również przeszedł heroinowe piekło..

    • Ania
      Reply Cancel Reply
    • Styczeń 22, 2017

    Świetny tekst z resztą jak wszystkie inne..dawno Ci już mówiłam że masz wielki talent czas na książkę pozdrawiam Ania

    • Maciek
      Reply Cancel Reply
    • Styczeń 25, 2017

    No no...trochę przeszedłeś w życiu...chwała za to gdzie jesteś i co robisz..mam nadzieje że będziemy mieli okazje się spotkać ....

    • Sara
      Reply Cancel Reply
    • Luty 2, 2017

    Jeju większość ludzi wchodzi na twój YT chanel i myśli kur** gość ma farta pojechał sobie na jakieś Filipiny i myśli, że co, że każdy może sobie na to pozwolić? Ale wielki szacunek bracie, bo serio przedtem byłeś w strasznej dupie. Pozdrawiam i chyba nie muszę życzyć ładnej pogody ;)

    • Reply Cancel Reply
    • Luty 7, 2017

    GIT LEKTURA!! Peace! ziomeczniku.....

    • Nina
      Reply Cancel Reply
    • Luty 9, 2017

    Jestem pod wrażeniem zarówno historii, jak i talentu pisarskiego. Powinieneś coś z tym zrobić, ten blog jest bardzo dobrym początkiem, tak trzymaj! :) PS. modlę się za Ciebie :)

    • Jarek
      Reply Cancel Reply
    • Luty 12, 2017

    Siema Damian. Niezla historia, choc nie jestem zbytnio zdziwiony bo pamietam Ciebie, moze nie az tak bardzo z tej strony , ale niezle odjechanego w przeszlosci. Energetyk, Karol S, Sabina W I ja. Jaro. Pozdro

    • Piotr
      Reply Cancel Reply
    • Luty 12, 2017

    Fajny text,super się czyta.

    • Marek Wiśniewski
      Reply Cancel Reply
    • Luty 20, 2017

    Szacun ze dałeś radę, że patrzysz na to wszystko już chyba z innej perspektywy, Pozdrawiam z Puerto Galera :)

    • Zofia
      Reply Cancel Reply
    • Luty 22, 2017

    Przeczytałam i jestem pod wielkim wrażeniem Pana talentu pisarskiego. Wiem, co mówię, jestem mgr filologii polskiej, dyplom na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Nie obcy mi Gombrowicz, Lem i Mrożek.Masz chłopie autentyczny talent, to się czyta jednym tchem, język barwny, potoczysty i bardzo wnikliwa i realna ocena otaczającej nas rzeczywistości. Prowadz sobie ten swój resort bo to na dzień dzisiejszy podstawa Twojej egzystencji, ale pisz, bo to największy talent jaki masz. Nie wiemy co tam jest po tamtej stronie, dowiemy się w swoim czasie, ale słyszałam, że nie rozliczają z tego, co nam się wydaje, że na 100% nas rozliczą. Słyszałam, że najbardziej można dostać po dupie za zmarnowanie danych nam przez Boga talentów. Więc pisz, pisz, pisz......

    • Dziękuję Zofia :) Pozdrawiam gorąco z tropików :)

    • sikacz
      Reply Cancel Reply
    • Luty 25, 2017

    Kiedyś piłeś, ćpałeś i klepałeś biedę, a teraz nie pijesz, nie ćpasz i dalej klepiesz biedę. Lepiej wróć do tych serników bo pozorny raj w kraju 3 świata to takie piekło w niebie.

    • Reply Cancel Reply
    • Marzec 4, 2017

    Hej Damian, jestes polskim Gregorym Robertsem, czyta sie to wysmienicie.

    • Paweł
      Reply Cancel Reply
    • Kwiecień 4, 2017

    Przeczytałem z zainteresowaniem , dzięki , każdy ma swoją historię i swojego robala.

    • Paweł
      Reply Cancel Reply
    • Kwiecień 4, 2017

    Zastanawiam się dlaczego tak zniknąłeś , mam nadzieję ,że J23 będzie znów nadawał. Pozdrawiam Cię Damian.

Leave a Reply

Your email address will not be published Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*