Manila. Piękna i Bestia.

by Damian Drazek, 1 maja 2014

Dzień pierwszy…..Popularna wsród turystów dzielnica Makati. Środek południa….

Chcesz kupić marihuane? 

Nie.

Viagrę?

Nie dzięki, nie potrzebuję.

Oryginalna Viagra, tylko 3000 pesos.

Nie chcę ok???

A zegarek?? Mam oryginalne rolexy i omegi.

Przecież to podróby.

Oryginalne, zobacz z tyłu…widzisz?? Patrz!!! Oryginalny numer seryjny..

Nie chcę zegarka, widzisz?? Mam zegarek, oryginalny Diesel, może Ty chcesz kupić mój oryginalny zegarek, tylko 7000 pesos!!! Chcesz???

To może okulary przesiwsłoneczne RayBany… tylko 500 pesos.

To też są podróby.

Nie podróby, oryginalne. Patrz!!! Szybka ze specjalnego szkła, nie da się porysować. Wyciąga jakąś monetę i jeździ nią po szkle…Widzisz, czysta, nie porysujesz, super wytrzymałe szkło…..

Mam okulary, widzisz?? Nie potrzebuję drugich…

Ale tylko 500 pesos, RayBany oryginalne.

W tym momencie zacząłem go po prostu zlewać, co poskutkowało dużo lepiej niż zwykła asertywność. Nie zmienia to jednak faktu, że po trzydziestu sekundach podchodzi do mnie kolejny przedstawiciel handlowy zegarków i leków na potencję i zaczyną tą samą śpiewkę. W ogóle na niego nie reaguję, jakby był powietrzem……. Działa, zniechęca się po dwóch pytaniach i szuka następnego białego. W ogóle Manila nie byłaby taka zła, gdyby nie było się białym, bo to właśnie białasy są ich celem. Filipińczycy mają luz, nikt ich nie zaczepia na ulicy, nikt im nic nie wciska i nie truje dupy, więc jest im dużo łatwiej się poruszać i podziwiać obskurne widoki.

Ok, mija kilka godzin, w międzyczasie jestem spisany przez policję za kręcenie filmów przy amerykańskiej bazie wojskowej, która wyglada jak zwykły plac budowy. Zdjęcia i filmy mi pokasowali, więc nic nie pokażę. Oczywiście byłem brany pod uwagę jako potencjalny terrorysta i musiałem odpowiedzieć na pięć milionów pojebanych pytań, typu jakiej muzyki słucham i z kim był mój pierwszy raz…. Żartuję…. Ale pan policjant był niezmiernie miły i nawet sobie pożartowaliśmy na temat Amerykanów, pełen luz.

W drodze powrotnej do hotelu przyczepia się kolejny uliczny wojownik i pyta czy nie chcę postrzelać z pistoletu, albo karabinu na ostrą amunicję, oczywiście zapewnia, że to jest legalne tu na Filipinach i namawia, żebym chociaż poszedł zobaczyć, bez zobowiązań, jak mi się nie spodoba to po prostu wyjdę….

Pomyślałem sobie…… Kurde….. nigdy nie strzelałem z prawdziwej broni, szczególnie karabinu maszynowego i fajna okazja się trafiła, żeby spróbować….. no i oczywiście w moim chorym mózgu, zamiast czerwonej lampki ostrzegawczej zapaliła się zielona lampka ekscytacji i poszedłem za ulicznym wojownikiem, który widać z niejednego pieca chleb jadł, widocznie ten nie najświeższy też, bo kilka zębów już zgubił. Trzy minuty później jesteśmy w miejscu wyglądającym jak stary, nieczynny bar ze strzelnicą, jest tam kilku podejrzanych typków i jakaś laska. Dopiero wtedy pojawiło się pierwsze poczucie zagrożenia, czerwona lampka zaczęła jarzyć pełną mocą, ale czułem, że już jest za późno żeby się wycofać, więc muszę grać pewnego siebie twardziela. Jeden typek podszedł i tłumaczy mi, że strzał kosztuje 50 pesos, na co ja, że ok, chcę tylko kilka, no może kilkanaście, na co on, że nie ma problemu. Wzięliśmy okulary ochronne i słuchawki i udaliśmy się na strzelnicę.

Jeden z nich zaczął znosić różne rodzaje broni:

1. Zwykły rewolwer….. wyglądał jakby pamiętał czasy westernów.
2. Uzi, które miało jakieś dwadzieścia lat i pierwsze co się rzucało w oczy to przyrdzewiałe elementy lufy i rękojeści.
3. Wielki Shot-gun, czyli broń po którą sięgają bohaterowie filmów o zombie, w sytuacjach gdy zwykłe pistolety zawodzą.
4. Karabin maszynowy podobny do Kałasznikowa, ale chyba amerykański..

No to kurde pięknie, pomyślalem sobie w duchu, a czerwona lampka zamieniła się w wielki zestaw choinkowy migający tysiącem światełek. Miałem tylko nadzieję, że żaden ten wynalazek nie wybuchnie mi w rękach. Powiedzialem żeby załadował rewolwer, w końcu od czegoś trzeba zacząć, przecież nie wskocze od razu na Shot-gun”a. Wystrzeliłem szećś kul do tarczy zawieszonej po drugiej stronie pomieszczenia i poczułem fajny napływ adrenaliny do mózgu. Ok czas na coś cięższego pomyślałem, załaduj 10 kul do uzi i na tym skończę, powiedziałem do najbliższego Filipińczyka i wtedy zaczęła się jazda. Krzyczeli że minimum 2500 pesos czyli 50 kul i że to jest w kontrakcie napisane i coś tam jeszcze, nie do końca zrozumiałem co. Dziwna sprawa bo ich agresja w ogóle mi się nie udzieliła i zacząłem spokojnie tłumaczyć, że żadnego kontraktu nie pokazywali, a wręcz zapewniali, że mogę wystrzelać tyle kul ile chcę. Na co oni jeszcze bardziej rozjuszeni, aż zamknęli drzwi od tej speluny i zaczęli straszyć, że mam problem, teraz jestem w obcym kraju i tu jest inaczej i tym podobne zagrywki psychologiczne. Oczywiście w tym momencie wiedziałem już, że to jest wałek na kasę, ale postanowiłem rozegrać to na spokojnie. Powiedziałem, że możemy tu siedzieć, nie ma problemu, oby nam jedzenie przynosili, na co jeden z nich wykrzyczał, że albo płacę albo dzwoni na policję. Powiedziałem dzwoń więc złapał za słuchawkę i wykręcił jakiś numer, widziałem, że blefuje i dotarło do mnie wtedy, że skoro straszą policją a nie giwerami, to nie jest tak źle. Po jakichś dziesięciu minutach ostrej wymiany zdań, oczywiście z mojej strony bez agresji, dotarło do nich, że się nie wystraszymy i odpuścili. Jeden z nich rzucił mi jakiś rachunek do podpisania na 300 pesos za 6 kul i powiedział, żeby następnym razem uważać, bo możemy nie trafić na tak miłych ludzi jak oni. Uwierzcie mi, wziąłem to sobie do serca.

Drugi Dzień.

Pierwsza minuta po wyjściu z hotelu, ten sam Filipińczyk co wczoraj.

Chcesz kupić marihuane?

Nie chcę.

Viagrę? Oryginalna Viagra., dobry sex, spróbuj.

Przypomniało mi się, że na takich typków najlepiej działa ignorancja……. odczepił się, ale zastąpił go kolega z okularami i paskami. Naprawdę można tam sobie lekcję z cierpliwości przerobić elegancko, tym bardziej, że dochodzą do tego brudne, wychudzone żebrające dzieci, które łapią Cię za rękę i potrafią prosić o kasę idąc tak z Tobą przez pięćset metrów, a co bardziej zdesperowane przetrzepią Ci w tym czasie kieszenie. Nie będę w kółko powtarzał tego samego, ale tak to właśnie wyglądało w Makati. Bieda na maksa, tysiące bezdomnych, w tym matki z małymi dziećmi śpiące na kartonach przy ruchliwej ulicy. Powiem Wam, że to miasto jest dla ludzi mocnych psychicznie, szukających przygód i adrenaliny, bohaterów typu Indiana Jones i Damian Drążek hehe. Fakt faktem, kilka razy napłynęły mi łzy do oczu, szczególnie na widok bezdomnych maleństw, karmionych mlekiem z butelki gdzieś na slumsach pod murem o trzeciej nad ranem.

Jednak pomimo tego całego ubustwa, większość ludzi chodzi z uśmiechem na twarzy, dzieciaki grają w różne gry, na przykład rzucają sandałami w butelkę. Po prostu korzystają z tego co mają, żeby się bawić i cieszyć życiem i to jest piękne. Nie udało nam się zrealizować wszystkich planów i odwiedzić bogatej dzielnicy Metro Manila, bo zbiegi okoliczności typu kradzież Tomka Iphona i jego upadek przy pościgu za złodziejami, wyzwoliły w nas chęć jak najszybszego opuszczenia miasta.

Ostatniego dnia postanowiliśmy zaryzykować i odwiedzić slumsy i pobliski Chiński Cmentarz, chcieliśmy zebrać trochę materiału na bloga i YouTube i ku mojemu zaskoczeniu ludzie z najbiedniejszych dzielnic są zupełnie inni niż Ci bliżej centrum. Musieliśmy być jednymi z niewielu białych, którzy się w takie rejony zapuszczają, bo wzbudzaliśmy totalną sensację wśród okolicznych mieszkańców, ale tyle miłości i pozytywnej energii ile Ci biedni ludzie nam ofiarowali, nie otrzymaliśmy nigdzie indziej i aż ciężko uwierzyć, że żyjąc w takiej nędzy można być tak ciepłym i przyjaznym. Udało mi się nakręcić film z tej wyprawy, zapraszam do obejrzenia, link poniżej.

Podsumowując…..

Manila jest tak samo ”piękna” jak i ”bestia”, miejsce którego nie da się zapomnieć, pełne naciągaczy, złodziei i prostytutek, bezdomnych i ubogich ludzi, a jednak żyjących z uśmiechem na twarzy. Nie polecam się tam wybierać wrażliwcom i ludziom przyzwyczajonym do komfortu, bo tu tego nie za wiele, choć jak zwykle punkt widzenia zależy od wysokości siedzenia i grubości portfela.

Na samej górze strony jest mój film z Manili, obraz przekaże więcej niż milion słów.

PODOBAŁ CI SIĘ TEKST – SHOW SOME LOVE I PODZIEL SIĘ ZE ZNAJOMYMI NA FACEBOOK’U

CHCESZ REGULARNIE DOSTAWAĆ MOJE TEKSTY, ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER – CZERWONA ZAKŁADKA PO LEWEJ STRONIE i ODWIEDŹ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE – KLIKNIJ W ZDJĘCIE PONIŻEJ.

loggo

15 Comments


    • Reply Cancel Reply
    • Listopad 6, 2014

    Powiem tak nie jeden koncern poszukujący przedstawicieli handlowych winien swych HR specjalistów na łowy wysłać do Manili:) tylko jakie zapisy widniały by w cv ? sprzedawca roku podrabianych rolexów:) Ci od viagry na medycznych by się zdali:) pozdr

    • No dokładnie, są mistrzami sprzedaży, nie mają żadnych skrupułów i na niektórych to działa :D

    • Witek
      Reply Cancel Reply
    • Grudzień 3, 2014

    Extra filmik,bardzo profesjonalnie nakrecony,mozecie stanac w szranki z Cejrowskim;) A tak serio wiele osob mowilo mi ze w Manilii jest bardzo niebezpiecznie I stary jesli mowisz prawde (nie watpie w to ) o tej spelunie to albo miales niezle za przeproszeniem nasrane w bani ze tam poszedles-wierz mi ale wielu juz by nie wrocilo stamtad calo, jesli wogole... Albo jestem cholernie odwazny-zapewne tez bylbym ciekawy ;). W filmie malo slow ale oddaje wszystko,warto dodac ze ludzie codziennie potrafia bawic sie spiewajac Karaoke;) Pasowalbym tam Sam to lubie;) uspokaja po ciezkim dniu w pracy;) pozdrawiam Panowie !

    • Może i głupi i odważny byłem wtedy :) Nie ma znaczenia, ważne, że wyszedłem z tego cało :) Pozdrówka...

  • Swietny blog. Naprawde masz smykaĹ‚ke do pisania:)

    • ola
      Reply Cancel Reply
    • Maj 7, 2015

    O co chodziło tej pani na końcu pytającej czy lubisz dzieci?

    • Ona pytała czy nie chcę wziąć tego dziecka ;)

    • Ola
      Reply Cancel Reply
    • Maj 8, 2015

    Aha, rozumiem, że to taki żart :) Już myślałam, że chciała Ci go "użyczyć" za opłatą w wiadomym celu i ta myśl "lekko" mną wstrząsnęła. Oglądałam kiedyś dokument o sex turystyce pedofilii właśnie na Filipiny i stad chyba moje skojarzenie...

    • Bardziej Cambodia z tego słynie, ale też kiedyś coś takiego oglądałem o Filipinach, chociaż tu się z tym nie spotkałem.

    • tomtom
      Reply Cancel Reply
    • Maj 19, 2015

    Szczerze powiem , że widziałem już gorsze slumsy, np. Katowice lub Bytom

    • No po dwuletnim pobycie tu na Filipinach widziałem w chuj gorsze slamsy, pewnie takich nawet w Katowicach i Bytomiu nie ma :D

    • Barbara
      Reply Cancel Reply
    • Czerwiec 9, 2015

    Te slumsy to wypisz wymaluj jak stadion dziesieciolecia w Warszawie. Ten sam klimat ;)

    • Hehe to nieźle :) Widać nie trzeba lecieć na drugi koniec świata, żeby się poczuć jak na Filipinach :D

    • Reply Cancel Reply
    • Wrzesień 2, 2015

    Brawo dla autora

Leave a Reply

Your email address will not be published Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*