Menu

Fragmenty Mojej Książki – „Upadek”

Fragmenty Mojej Książki – „Upadek”

by Damian Drazek, 15 marca 2014

I kiedy nie możesz spać, a nad głową krążą ci demony, słyszysz ich ohydne głosy i czujesz zapach wydobywającej się z ociekających smrodem pysków stęchlizny, a świadomość że to tylko sen jest zbyt mało przekonywująca  w stosunku do zmysłów, nad którymi już dawno straciłeś kontrolę. Twoja chora wyobraźnia tworzy kolejną historię, a Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że cała akcja toczy się gdzieś głęboko w meandrach podświadomości twojej własnej głowy, świecie, który z rzeczywistością ma tyle wspólnego co kwiaty z  azbestem.

 PROLOG

Niniejszą książkę dedykuję moim rodzicom i mojej siostrze, mojemu synowi i jego mamie Ani, wszystkim moim przyjaciołom, znajomym i byłym dziewczynom, moim dziadkom, babciom, ciociom, wujkom, kuzynom i całej mojej rodzinie, kocham Was wszystkich i dziękuje za to, że ciągle jesteście ze mną i mnie wspieracie, w szczególności rodzice i siostra. Wiele rzeczy tu zawartych może niektórym wydać się kontrowersyjne lub wręcz skandaliczne, ale to jestem ja i taka jest moja historia, ta prawdziwa. Jeżeli ktoś poczuje się w jakiś sposób urażony, to z góry przepraszam i zachęcam do odstawienia lektury na półkę, gdyż w kolejnych rozdziałach będzie tylko gorzej. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre osoby mogą się ode mnie odwrócić po tym co tu przeczytają, dzięki temu nastąpi naturalny odsiew ludzi fałszywych z mojego środowiska. Ja osobiście wierzę w to, że gdzieś kiedyś w innym miejscu połączymy się ze sobą z powrotem, tak jak było miliardy lat temu i wszyscy będziemy wiedzieć o sobie wszystko i w pełni to akceptować, więc co to za różnica czy teraz czy potem, ja ściągam maskę teraz, a wy jak chcecie.

Zastanawialiście się kiedyś, na ile ludzie są ze sobą szczerzy? Każdy mówi, tak tak, ja jestem szczery, zawsze mówię prawdę i w ogóle, mówię to co myślę, brzydzę się kłamstwem i nienawidzę kłamczuchów. Każdy, kto kłamie jest zwykłą świnią i nie zasługuje na miano bycia moim przyjacielem i tego typu frazesy. Niestety prawda jest taka, że wszyscy łżemy w żywe oczy  i mamy swoje słodkie tajemnice, okłamujemy nawet samych siebie, nie do końca zdając sobie z tego sprawę, odgrywamy role, dbamy o wizerunek, już nawet nie pamiętamy jak to jest być naprawdę sobą i czuć się z tym komfortowo. Czas na zmiany.

Ok, wracamy do historii mojego życia i zaczynamy od samego początku, czyli od pierwszego wspomnienia.  Pomijamy sam proces tworzenia mojej postaci, moment, w którym w wyniku stymulacji członka, z jąder mojego ojca z prędkością około sześćdziesięciu kilometrów na godzinę, wystrzeliła w stronę jajeczka mojej mamy kilkuset-milionowa banda pieprzonych plemników i ten najszybszy, to byłem ja, jak się później okazało dziecko siedmiu nieszczęść, szukające pocieszenia w narkotykach, alkoholu, seksie i przemocy, hinduskiej bhagavatgicie i starych, okultystycznych księgach z wiedzą tajemną, odnajdujący ukojenie w surrealistycznej sztuce Salvadora Dali”ego i w uzależniającej od cielesnych doznań miłości do pięknych kobiet.

PIERWSZE WSPOMNIENIE

Jestem z moją Babcią, mam może półtora a może dwa lata, leżę w wózku spacerówce, który od tyłu popycha właśnie babcia, a jedyna funkcja życiowa na chwilę obecną, na którą mam wpływ, oprócz lania i srania w pieluchy to patrzenie,  mogę zamknąć lub otworzyć oczy, tyle już potrafię. Więc patrzę przed siebie, a przede mną pojawia się wielki mur  z białymi prostokątami. Zatrzymujemy się, babcia podchodzi do muru i spogląda na prostokąty,  stoi tak przez chwilę, po czym znowu jedziemy. Jak już potrafiłem zapamiętywać, interpretować  i nazywać rzeczy po imieniu, okazało się, że prostokąty były klepsydrami przywieszonymi na bramie cmentarnej, a babcia sprawdzała, czy  nie ma wśród nich jakichś znajomych lub co gorsza rodziny. Tak więc moje pierwsze wspomnienie jest związane z cmentarzem i śmiercią,  choć na tamtą chwilę nie miałem bladego pojęcia, że cmentarz, to takie coś z grobami, zakopanymi w ziemi  truposzczakami i zjadającymi je od środka wszelkiej maści robalami, tudzież lśniącymi, marmurowymi pomnikami  i poukładanymi na nich pięknymi, kolorowymi kwiatami i płonącymi zniczami, a śmierć to  takie coś, że jak jest się dobrym to się idzie do nieba, a jak złym to do piekła, a jak trochę złym, a trochę  dobrym to do czyśćca i tam można sobie wszystko przemyśleć i jak się już przemyśli, to można wybrać, czy się woli  do nieba czy do piekła.

Moja babcia niedawno straciła syna, to był mój wujek i ojciec chrzestny, a jednocześnie brat mojej mamy. Miałem  rok jak umarł, w tym samym czasie, to znaczy jakieś 3 dni później urodziła się moja siostra. Mama nawet nie  wiedziała, że jej brat nie żyje, bo rodzice bali się jej o tym powiedzieć przed samym porodem, więc od razu jak wyszła ze  szpitala ze swoją nowonarodzoną córką – moją siostrą, dowiedziała się o śmierci brata. Jeśli chodzi o babcię, zmarła jakieś trzy tygodnie temu, miała Alzhaimera.

Dzieciństwo to bardzo mistyczna sprawa, taka jakby na pograniczu łączących się ze sobą światów, tego  realnego, w którym uczestniczymy na co dzień, bawimy się, uczymy, poznajemy, dorastamy, mamy pierwsze wzwody i  pierwsze porażki w szkole, później się żenimy, idziemy do pracy i robimy dzieci, mamy drugie wzwody i pierwsze  porażki w pracy, później się rozwodzimy bo nasz partner to ostatni chuj garbaty co nas zdradzał i życzymy mu śmierci  w mękach i alkoholowych wymiocinach, bo oprócz tego, że jest chujem co nas zdradzał, to co drugi dzień  się schlewał jak ostatnia świnia, więc poznajemy nowego partnera i mamy trzecie, lekko już mięksiejsze wzwody i  pierwsze porażki we współżyciu po-małżeńskim, bo nagle się okazuje, że po 13 latach pieprzenia jednej baby, tak  się do niej przyzwyczailiśmy, że przy innej babie dostajemy gęsiej skórki i wzwodu do środka na myśl o własnych  kompleksach, w związku z czym, dla zabicia goryczy, zaczynamy pić wódkę prosto z cysterny w pobliskiej rozlewni  alkoholi, a wtedy przestają się do nas odzywać nasze ukochane dzieci, co dolewa jeszcze więcej goryczy do i tak  już rozgoryczonej duszy i pijemy jeszcze więcej alkoholu z cysterny w pobliskiej rozlewni, po czym umieramy sami,  w mękach i   alkoholowych wymiocinach, a na nasz pogrzeb przychodzi tylko kilka osób i dwa psy, oraz tego drugiego świata, świata snów, fantazji, wizji, wyobrażeń, karłów rodem z Twin Peaks, pływania łódką  po chmurach do góry nogami i rozmawiania w tym czasie z żabami wyglądającymi jak wielkie mutanty rodem z filmu o  wybuchu reaktora jądrowego w Czarnobylu, świata rozciągających się w nieskończoność pokoi, powiększających  kołder i mrocznych pomieszczeń, z lucyferem trzymającym widły na samym końcu ciemnego korytarza i czekającym na nasz UPADEK.

Nie wiem jak wy, ale ja za dziecka miałem niezłe jazdy. Słyszałem głosy, miałem halucynacje, koszmary i sny  które nie były snami, tylko  podróżami poza ciałem. Którejś nocy na przykład nie mogłem zasnąć, nie pozwalały mi na to głosy wydobywające się z toalety jakieś 7  metrów od sypialni, słyszałem je tak wyraźnie, że nie mogłem zaprzeczyć ich istnieniu, leżałem jak sparaliżowany. Były to pojękiwania małego, płaczącego dziecka, pływającego w  muszli klozetowej i domagającego się, żeby je ktoś stamtąd wyciągnął. Innego dnia objawił mi się mój zmarły wujek, brat mamy, lewitował nad łóżkiem i wyglądał jak duch, ale taki  sympatyczny, emanował od niego spokój i miłość, dzięki czemu się nie przestraszyłem i nie narobiłem w pieluchy,  tylko wręcz uspokoiłem i zasnąłem z poczuciem błogości i świadomości, że jest życie po śmierci, a mój wujek mnie wciąż bardzo kocha.

A więc będąc świadkiem takich i innych rzeczy, już od dziecka miałem wrażenie, że coś tutaj nie gra, coś jest nie tak ze światem w którym żyję, w którym ludzie  jednego dnia się do siebie uśmiechają, a drugiego rzucają budzikami, tak  żeby rozjebać łepetynę na kawałki mniejsze niż cząsteczki elementarne w fizyce kwantowej, światem w którym o  godzinie 19:00 leci kolorowa, nasycona optymizmem i morałami, bajka, a o 19:30 przepełnione  zgrozą, morderstwami, gwałtami i rozwalonymi od bomb szczątkami ludzkich ciał wiadomości, pełne konających w spazmach  cierpienia ofiar oraz demoralizujących treści na temat życia politycznego na całym świecie.

PRZEDSZKOLE

Z przedszkola pamiętam różne rzeczy. Pamiętam jak głupia Agata co pokazywała wszystkim cipę, zesrała się do łóżka podczas  leżakowania. Pamiętam jak marzenia latania na latawcu z kolegą, były tak realne, że nie były marzeniami,  tylko faktycznie na tym latawcu lataliśmy. Pamiętam nawet jak byłem zakochany, a może zauroczony? Nie wiem,  ale mając jakieś trzy lub cztery lata, czułem się jak młody Bóg, kiedy Agnieszka uczyła mnie jak wiązać  sznurowadła. Teraz wiem, że nawet czteroletnie dzieci mogą ulec zauroczeniu i odnaleźć szczęście w wiązaniu butów, byleby z tą odpowiednią osobą i taki jest właśnie morał tej książki, prosty, głupi ale prawdziwy

Szczęście może dać ci nawet zwykłe wiązanie butów, byle z tą odpowiednią osobą.

Spokojnie, to nie jest jedyny morał tej książki, będą jeszcze inne, lepsze i gorsze morały.

PODSTAWÓWKA

Przedszkole strzeliło jak z bata, tak jak wszystko w życiu i nagle znalazłem się w podstawówce. Pierwszy dzień w  szkole byłem zesrany po kolana, w związku ze zmianą znajomych i środowiska, w którym czułem się  bezpiecznie, czyli przedszkola na szkołę. Pocieszało mnie jedynie to, że będę w klasie ze starszą o jeden dzień  kuzynką, dzięki czemu nie czułem się taki samotny, zresztą ona była ode mnie dużo większa i grubsza, więc w razie  ataku jakichś pojebanych dzieci, zawsze mogłem się za nią schować. Pierwsza klasa to arcyciekawe uczenie się szlaczków i  pisania literek, cyferek, plus bieganie z woreczkami ryżu na głowie między porozrzucanymi na podłodze  przeszkodami. Ach………. to były chwile. Od pierwszej do trzeciej klasy byłem wzorowym uczniem i miałem same piątki, byłem  grzeczny, słodki i posłuszny, a rodzice musieli być ze mnie naprawdę dumni.

Kiedy pierwszy raz dostałem czwórkę ze  środowiska, nie wiem, może w czwartej klasie, poszedłem do pani nauczycielki i zacząłem płakać, że mama ma nerwicę i  żeby mi zmieniła na piątkę, a ona spoglądając na mnie płonącymi ogniem piekielnym ślipiami, odpowiedziała niskim,  lucyferianskim głosem, że to ona ma nerwice, jak widzi płączące dzieci, od tamtej pory śniła mi się kilka razy jako demon. Czwarta, piąta i szósta klasa minęła na  wiecznym bawieniu się w berka z dziewczynami i chłopakami na przerwach, kopaniu piłki na wuefie, ćwiczeniu  prostego chodzenia z książkami na głowie i dostawaniu samych piątek na koniec roku, wzorowego zachowania i  czerwonego paska na świadectwie.

I tak wydawałoby się, że beztrosko już pierdolnie reszta życia, ale…. zawsze jest jakieś ale.

Pierwsze prawdziwe problemy zaczęły się wraz z niekontrolowanymi wzwodami i poznawaniem własnej seksualności.  Moim obiektem westchnień była Iza, której najwcześniej w klasie wyrosły cycki, a ja zamiast skupiać się na lekcjach, to  skupiałem się na wyobrażaniu sobie fantazji seksualnych z nią związanych. Pani coś pieprzyła na biologii,  a ja w  swojej wyobraźni wkładałem właśnie ręce pod bluzeczkę Izy i pieściłem jej pierwsze, klasowo wyrośnięte piersi.  Całowałem ją po szyi i ustach, wkładałem  dłonie pod sukienkę i pieściłem cipkę i nawet się nie zorientowawszy  miałem erekcję. Siódma i ósma klasa to już nie same piątki, ale prawie same, zachowanie już nie wzorowe, ale bardzo  dobre, no i cały czas czerwony pasek na świadectwie, przy średniej ocen 4,8. W tych dwóch klasach często chodziliśmy  z chłopakami po lekcjach do mnie i oglądaliśmy gazety erotyczne, które ojciec przywoził z Niemiec. Potem każdy po  kolei, pod pretekstem siku, chodził do kibla się trzepać. W wieku lat 14 odkryłem kasetę ze starym niemieckim  pornusem o tajemniczo brzmiącym tytule, „Egzotyczny Orgazm”. Teraz by mi pewnie nawet przy tym nie stanął, bo  golenie cipki w tamtych czasach jeszcze nie istniało, co najwyżej lekkie przystrzyganie nożycami, tak żeby kudły  za gacie nie wystawały, a tamtejsze gwiazdy porno wyglądały jak dzisiejsi żołnierze z Afganistanu, ale wtedy, a  był to rok 1981,  nie było nic bardziej podniecającego niż ta kaseta. Zdarzało się, że trzepałem się 3 razy  dziennie, wykorzystując każdą chwilę, kiedy rodziców nie było w domu.

PRZYPAŁ Z PORNUSEM

Grałem w kosza na podwórku i zobaczyłem, że mój ojciec gdzieś wychodzi, szybko pobiegłem do domu,  znalazłem ulubioną kasetę z cipami przypominającymi brody islamskich ekstremistów i zacząłem walić  konia, gdy nagle usłyszałem odgłosy przekręcającego się klucza w drzwiach wejściowych. Kurwa, ale się wtedy  przestraszyłem, mało się nie spuściłem ze strachu, ledwo co zdarzyłem wciągnąć spodnie i gacie i wyłączyć wideo,  kiedy do pokoju wszedł ojciec, oczywiście fiut mnie bolał, bo ciągle stał, więc musiałem go wykrzywić w bok i  schować pod spodniami, jak gdyby nigdy nic.

-A ty co? Nie grasz już w kosza? Będziesz w domu siedział i telewizję oglądał w taką pogodę? zapytał ze  zdziwieniem.

Przyszedłem odpocząć, nikogo nie było i znudziło mi się granie samemu, powiedziałem drżącym głosem wiedząc, że  musi brzmieć to podejrzanie, bo nigdy do tej pory mi nie przeszkadzało granie samemu. No cóż, nie  pozostało mi nic innego jak ślepa wiara, że za chwilę będzie po wszystkim, przecież się nie przyznam, że  znalazłem sekretną kasetę z niemieckim pornusem i właśnie waliłem konia. Niestety, ku mojemu przerażeniu ojciec  podszedł do półki ze sprzętem i zaczął grzebać w kasetach. W tym momencie miałem pełne gacie i pierwsze myśli  samobójcze jako nastolatek, siedziałem jak sparaliżowany.

Słuchaj Damian, o czternastej jest film dokumentalny, który chciałem nagrać, kaseta jest już w środku, ja wychodzę do  sklepu, mógłbyś włączyć nagrywanie?

Spoko włączę, powiedziałem przestraszonym głosem, z uszu wylatywała mi para jak z czajnika z gotującą  się  wodą.

Pokazać ci, jak się nagrywa? Jego ręka poleciała w kierunku wideo, a moje obsranie sięgnęło zenitu, dosłownie czułem zapach wiszącej w powietrzu kupy.

Nie nie nie, no przecież pamiętam, już wcześniej nagrywałem, dam radę. W tym momencie ojciec dziwnie na mnie  spojrzał, zabrał dłoń z magnetowidu i poszedł. Do tej pory wydaje mi się, że się zorientował, tylko nie chciał  ani sobie ani mi robić nieprzyjemności i odpuścił, wiedząc, że tak będzie lepiej.

Uff, co za ulga, znów byłem najszczęśliwszym dzieckiem na świecie i dziękowałem Bogu, że nie doszło do totalnego  upokorzenia, a w związku z tym, że chata już była wolna dokończyłem robotę.

PODOBAŁ CI SIĘ TEKST – SHOW SOME LOVE I PODZIEL SIĘ ZE ZNAJOMYMI NA FACEBOOK’U

CHCESZ REGULARNIE DOSTAWAĆ MOJE TEKSTY, ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER – CZERWONA ZAKŁADKA PO LEWEJ STRONIE i ODWIEDŹ MÓJ KANAŁ NA YOUTUBE – KLIKNIJ W ZDJĘCIE PONIŻEJ.

loggo

20 Comments


    • darek
      Reply Cancel Reply
    • Październik 28, 2014

    Zajebistą masz pisanę, jak kiedyś cała książka powstanie to nawet chyba kupię jak nie znajdę na chomiku. Przeczytałem w pracy i przy fragmencie z gwiazdami z lat 80 wyglądającymi jak żołnierze z afganistanu musiałem się przytłumić rękami. I trochę się czułem jakbym czytał swoją autobiografię :)

      • darek
        Reply Cancel Reply
      • Październik 28, 2014

      PS. Hehe, oczywiście przytłumić dłońmi usta by nie parsknąć, zabrzmiało chyba dość dwuznacznie :D

      • hehe spoko luz :) Rozumiem :)

      • Oj Tam Oj Tam :D

    • Haha rozbawił mnie Twój komentarz, jeśli znajdę czas i wenę na jej dokończenie, to wyślę Ci darmowy egzemplarz z autografem :)

    • - (DA)NUSIA
      Reply Cancel Reply
    • Grudzień 2, 2014

    ha ha :) :) żołnierze z Afganistanu mnie powalili :) :) wyję na głos :) dobrze, że w domu akurat jestem. Obraz polskiego mena jako luja garbatego :) schlanego, zgoryczonego :) siorbiącego wódę z cysterny - opis wspaniały :) dosadny i niestety jakże prawdziwy w wielu przypadkach. Często najlepiej dokonać najłatwiejszego wyboru, zapić i zapomnieć. Zwykła ułuda. Pisz dalej, dobrze Ci idzie. Poczucie humoru mi się podoba :) Niektóre ostre słówka opisujące damskie narządy - mniej. (szczególnie przy Agatce, mimo że głupia była :) ) Może jakieś zamienniki czy zdrobnienia mniej kłujące w oczy kobietki, które to czytają? :)

    • Danusia dzięki za komentarz i cenne uwagi, podczas pisania kolejnych rozdziałów na pewno wezmę je pod uwagę :)

    • Dominika
      Reply Cancel Reply
    • Czerwiec 15, 2015

    Świetnie piszesz, chce się czytać. Z wielką ochotą przeczytam Twoją książkę ;)

    • Oj trzeba będzie poczekać, bo dużo innych projektów ;) Pozdrówka

    • Anna
      Reply Cancel Reply
    • Sierpień 4, 2015

    Hahaha dobre! Lekko Ci się pisze, a mi sie fajnie czyta, czekam na wiecej ;-) Pozdro

    • Thx :)

    • Dziekuję - więcej coming soon :)

  • Dzięki! Świetny artykuł, nie zawsze trafi się podobna perełka.

    • Reply Cancel Reply
    • Wrzesień 1, 2015

    Bardzo fajnie piszesz. Naprawdę nie mogłam się oderwać! Chętnie poczytam więcej!

    • Dziękuję - coming soon :)

    • szoka.ona
      Reply Cancel Reply
    • Październik 1, 2015

    Przypadkowo trafiłam na kanał na You Tube i ...przepadłam.Piękne widoki, piękni i mądrzy ludzie ,świetna robota Damian.Szacun za Odwage przez duze O.:) A książka? kiedy się ukaże? kurcze dałeś polizać czekoladę przez sreberko :) Tak się nie robi:) Kobiety nie wypada pytać o wiek, ale powiem Ci jeśli Ty w 81r. miałeś 14 lat to woow ( hahahha , chyba,że coś żle literki poskładałam) Ok, to jak to mówisz PEACE, LOVE & EKSTAZY :) Powodzenia <3

    • Dziękuję :) Oj z książką trzeba będzie jeszcze poczekać, bo mam dużo innych spraw na głowie i mało weny ostatnio, ale sooner or later będzie :D Pozdrówka

    • kornel
      Reply Cancel Reply
    • Listopad 10, 2015

    Lekko wulgarny styl ale czyta się bardzo dobrze. Jak dla mnie kupa śmiechu, super porównań i autentyczności :) Oby tak dalej.

    • Edek
      Reply Cancel Reply
    • Czerwiec 27, 2016

    Gdzie można nabyć Twoją książkę ? Jest już dostępna ? Pozdrawiam gorąco

Leave a Reply

Your email address will not be published Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*